2010-08-19 00:00

W ub. roku szkolnym urzędnicy Państwowej Inspekcji Sanitarnej zważyli dziecięce tornistry w wybranych placówkach na terenie całego kraju. Okazało się, że polscy uczniowie przeciętnie dźwigają o 1-2 kg więcej niż zaleca Światowa Organizacja Zdrowia. Wg norm WHO ciężar plecaka nie powinien przekraczać 10% wagi dziecka. Tymczasem w wielu regionach kraju niemal u połowy uczniów ciężar ten przekraczał dozwolone normy: 44% uczniów z obszarów miejskich i 38% z obszarów wiejskich dźwigało za ciężkie tornistry lub plecaki. To jedynie przejaw pewnego zajwiska, którego jedną z możliwych negatywnych konsekwencji są wady postawy u dzieci.
Zapewne wielu z rodziców, którzy w ostatnim czasie mieli okazję zobaczyć, jak wygląda oraz poczuć, ile waży plecak polskiego ucznia szkoły podstawowej, i których sprowokowało to do zajrzenia w harmonogram jego tygodniowych zajęć, musiało popaść w zadumę. Czy nie jest tego wszystkiego za dużo? I to nie tylko w sensie fizycznego ciężaru, przenoszonego na dziecięcych barkach. Patrząc na obecną kondycję szkoły, warto się chyba zastanowić, czy nie przyszedł odpowiedni czas na postulat pewnego samoograniczenia w edukacji, swoiście rozumianego minimalizmu. Pytanie, na ile to możliwe. Stary, szkolny dylemat: więcej, ale płycej czy mniej, ale głębiej? Czy w dzisiejszym, konkurencyjnym świecie można rezygnować z tych wszystkich płatnych korepetycji, dodatkowych zajęć, lekcji szybszego czytania itd., by zamiast tego po prostu skupić na tym, czego się uczyć lubimy i chcemy? Ponadto, czy taka zmiana nie zakłóci ciągłości procesu nauczania? I wreszcie – co by nam to miało przynieść w efekcie? Wcale niemało, zaczynając choćby od ograniczenia występowania wad postawy...
Mówiąc w pewnym uproszczeniu, tak pojmowany minimalizm byłby cyklicznym działaniem polegającym na pozbywaniu się rzeczy, które uznamy za zbędne. Mogą to oczywiście być przedmioty z owego przeciążonego szkolnego plecaka, ale także niepotrzebne lekcje, tematy, zagadnienia, a może nawet… dziedziny wiedzy. Oczywiście nie myślimy tu o ich pozbywaniu się z rozmaitych obszarów życia społecznego, a jedynie ze skrajnie przeładowanych programów nauczania. Innymi słowy, dążąc do zwiększenia edukacyjnego komfortu i zadowolenia uczącej się młodzieży, moglibyśmy jednocześnie zwiększać efektywność realizowanych przez nich zadań i przedsięwzięć. W tym procesie stała selekcja jest nieunikniona – byle zawsze dokładnie przemyślana. Szkolny plecak to zaledwie pretekst i początek. Dokładnie to samo powinno się zrobić z planem lekcji, spisem zajęć pozalekcyjnych, ale także z programami nauczania. Zbędne obciążenia trzeba filtrować.
To nie tylko kusząca dla wielu propozycja, ale i pewna wizja nauczania. Odważna? Być może, ale być może dopiero tak radykalne podejście jest w stanie spowodować, że uczniowie, studenci, nauczyciele i my wszyscy nie tylko zyskamy trochę oddechu w nieustannej pogoni za informacją i wiedzą, ale także będziemy wreszcie uczyli się tego, co naprawdę nas interesuje i pociąga, co jest naszą pasją, zamiast wpychać sobie do głowy niezliczone definicje, wzory, tabele i opisy. Marzenie leniwego ucznia, zauważy ktoś. Być może, jakiejś części z nich. Ale może także jeden z kolejnych nurtów w nauczaniu. Jedyną stałą w edukacji jest zmiana. Brzmi to jak oksymoron, ale to prawda. Żadna zmiana nie jest rzeczą złą z samej definicji. Jak wprowadzać je rozsądnie, w których obszarach, w jakim tempie - jest już zadaniem dla Ministerstwa Edukacji. Wydaje się, że prędzej czy póżniej - nieuniknionym...
źródła: www.wp.pl , www.eid.edu.pl , www.bbc.co.uk
copyright © 2010 Stowarzyszenie "Przyjazna Szkoła"
Portalem zarządza EDU Logistic